Ta strona używa plików Cookies. Korzystanie z niej oznacza zgodę na używanie Cookies, zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki. Dowiedz się więcej

GŁOS SZCZECIŃSKI - 22 grudnia 2006

Biegaczka... Nie ma nogi, a biega.

Przeszła ponad dwadzieścia operacji, kilkanaście naświetlań. Długie miesiące spędziła w szpitalach. Joanna Czarnecka miała szesnaście lat, gdy usłyszała, że czeka ją amputacja nogi. To był szok.

"Nigdy się na to nie zgodzę” - powiedziała matka, Małgorzata.

"Nigdy”- zawtórowała Joanna. "Niech boli, ale chcę mieć nogę”.

W rok później Asia zmieniła zdanie. Powiedziała krótko: "Panie doktorze, proszę ciąć”.

Przez dwa tygodnie bała się zajrzeć pod kołdrę, bo nie chciała się naocznie przekonać, że już nie ma prawej nogi.

- Ale prawdę mówiąc to była dobra decyzja - zapewnia dziś Joanna. - Skończył się koszmar życia w ciągłym bólu. Miałam nogę nie mogłam chodzić, nie mam nogi - biegam, skaczę w dal. Wiem, że brzmi to niedorzecznie, ale taka jest prawda. Mam doskonałe protezy a moją pasją stał się sport.

Naczyniak

Małgorzata Czarnecka: - Asia urodziła się z naczyniakiem na prawej stopie. To taka choroba genetyczna. W dodatku nie miała kości strzałkowej. Lekarze zapewniali, że naczyniak się wchłonie. Nie wchłonął się a wręcz odwrotnie rósł jak opętany. Trzeba było co jakiś czas go wycinać. Pierwszy raz zawiozłam Asię do szpitala, gdy miała cztery latka. Serce mi się krajało, gdy musiałam tę kruszynkę zostawić samą. Dziś rodzice mogą być cały czas przy dziecku, nawet w szpitalu nocować. Wtedy były wyznaczane rzadkie i krótkie terminy wizyt. Pamiętam jak podkradałam się pod salę i przez dziurkę do klucza patrzyłam na moją córeczkę.

Naczyniak nie tylko rósł, powodował ból nogi, ale i deformował stopę. Asia musiała chodzić w specjalnym bucie ortopedycznym i o kulach. Z czasem i to było niemożliwe. Przestała uczęszczać na lekcje.

Nauczyciele przychodzili do domu. - Nawet byłam z tego zadowolona - przyznaje mama Małgorzata. - Wiedziałam, że gdy będzie w domu, to dzieci nie będą jej dokuczać. A sporo przykrości, szczególnie w szkole podstawowej doznała od rówieśników. Wyśmiewali się z niej, popychali, nie pomagali. Zawsze się bałam, że zrobią jej jakąś krzywdę. Zauważyłam, że dopiero od niedawna zmienił się stosunek do kalekich dzieci i w ogóle do niepełnosprawnych. Duża w tym zasługa całej akcji z Jasiem Melą.

Proteza pierwsza-katorga Asia jest ambitna, pracowita. Nie miała problemów z nauką. Zdała maturę, dostała się na studia. Jest studentką Akademii Rolniczej. Ale od paru lat, jak sama podkreśla, jej największą pasją jest sport i jemu poświęca większość czasu. Zanim pogodziła się z amputacją przeszła chwile załamania. Życie bez bolącej nogi nie od razu zrobiło się lepsze. Pierwsza proteza, która dostała była ciężka i niewygodna. Ocierała kikut nogi przyciętej pod kolanem.

- Wtedy byłam przerażona - mówi cicho Asia. - Zaciskałam zęby w czasie rehabilitacji. Ćwiczyłam, uczyłam się na nowo chodzić, uczyłam upadać, tak żeby sobie nie zrobić krzywdy. Ale nie przypuszczałam, że to będzie takie trudne, że taka niewygodna może być proteza. Gdy w końcu jakoś się do niej przyzwyczaiłam, jakoś dopasowałam, to poszłam ponownie do klubu sportowego Start.

Pierwszy raz do tego szczecińskiego klubu trafiła za namową nauczycielki, jeszcze przed amputacją. Przyszła o dwóch kulach i wywołała zakłopotanie. Zaproponowano jej jazdę wyczynową na sportowych wózkach inwalidzkich. Nie za bardzo ją to interesowało. Pełnym zachwytu wzrokiem wodziła za biegającymi po bieżni.

"Boże, chciałabym biegać tak jak oni”- wyszeptała cichutko. Ale spojrzała na swoje kule, zdeformowaną nogę i szybko odpędziła nierealne myśli.

Marzena Kociołek pracownica działu marketingu SOL- Polska:

- Były zawody niepełnosprawnych w Szczecinie i któryś z naszych pracowników zobaczył Asię. Biegała na takiej zwykłej protezie do chodzenia. O dziewczynie opowiedzieli Bengtowi Soderbergowi, założycielowi i właścicielowi firmy. Asia ujęła go ambicją, umiejętnością przezwciężania trudności, zapałem i miłością do sportu. Własnoręcznie zrobił dla niej protezę. Cały czas bardzo się interesuje sportowymi osiągnięciami Asi.

Pozwólcie mi biegać

Gdy po amputacji przyszła do klubu na protezie, znowu zobaczyła biegających. Powiedziała, że też chciałaby spróbować. Może to determinacja, a może coś było w jej biegu. W każdym bądź razie trenerka Anna Szymul rozpoczęła z nią trudne, mozolne treningi.

- Biegałam na zwykłej protezie, która okropnie trzeszczała - wspomina Asia. - Bałam się, że w czasie biegu ją połamię. Pewnie dlatego te moje pierwsze wyniki nie były imponujące. Setkę pokonywałam w ciągu 21 sekund. Ale ja wiedziałam, że to jest to, że chcę być coraz lepsza. Czułam, że sport stanie się moją pasją, że odmieni moje życie.

Dwa lata temu w życiu Asi Czarneckiej pojawiła się firma pod nazwą Skandynawskie Laboratorium Ortopedyczne (SOL). Specjalizuje się ono w wykonywaniu indywidualnych protez.

Proteza druga, czyli idealna

- W święta Wielkanocne, w 2004 roku dostałam od firmy SOL - Polska specjalną protezę do uprawiania sportu - opowiada uszczęśliwiona Asia. - Ona ma nie tylko niezwykły kształt, ale przede wszystkim jest bardzo lekka i wytrzymała. Została wykonana z włókna węglowego. Wspaniale się na niej biega i skacze. A w święta Bożego Narodzenia dostałam też od tej samej firmy drugą protezę. Służy mi do chodzenia. Nie ma porównania z tą ciężką i niewygodną, którą miałam poprzednio. Ponadto doskonale udaje zdrową nogę. To jest taka proteza jaką ma Heather Mills, żona Paula McCartney`a.

Skoki w dal, to druga sportowa pasja Joanny. W tym roku na Mistrzostwach Polski Niepełnosprawnych zdobyła srebrny medal. Skoczyła 3,97 m. Brązowy medal dostała za biegi. Sto metrów pokonuje w czasie 14,8 sekundy. Na Młodzieżowych Mistrzostwach Świata Niepełnosprawnych w Irlandii, zdobyła czwarte miejsce w tych obu konkurencjach. Teraz myśli o olimpiadzie.

- Przede mną wielkie wyzwanie - mówi tajemniczo Asia. - Chcę uczestniczyć w paraolimpiadzie w Chinach, która odbędzie się w 2008 roku. To moje wielkie marzenie. Wierzę, że mi się uda, bo ktoś powiedział przecież, że marzenia są po to, aby je realizować.

Od półtora roku Asię trenuje Alicja Jaros.

- Jestem pełna podziwu dla tej dziewczyny - mówi trenerka. - Jest zdyscyplinowana, ambitna. Trudno ją wygnać z hali sportowej. Najchętniej spędzałaby tu całe dnie. Widzę jak wielką przyjemność sprawiają jej treningi.

Sport stał się jej drugim życiem.

Małgorzata Czarnecka ociera łzy. - To ze szczęścia - wyjaśnia. - Cieszę się, gdy widzę Asię taką samodzielną, zadowoloną, osiągającą sukcesy. Po tym co przeszła należą jej się te chwile radości. Razem z młodszą córką Kasią jesteśmy z niej takie dumne. Nigdy nie zdołam odwdzięczyć się ludziom, którzy podarowali jej te protezy. Przecież nas nigdy nie byłoby stać na takie. A bez nich Asia siedziałaby w domu.

Krystyna Pohl